Kiedy pierwszy raz usłyszałam o projekcie o zacnym tytule "500 zł na dziecko", stwierdziłam, że brzmi to jak oderwany od rzeczywistości dowcip. Z czasem jednak ów dowcip stawał się coraz bardziej realnym przedsięwzięciem, a mnie było coraz mniej do śmiechu.
Wczoraj, razem z mamą, pojechałam na zakupy. Niemal każdy supermarket, jaki odwiedziłyśmy, oferował satynową - lub i nie satynową - pościel w "walentynkowe" wzory. Zauważyłam jednak, że pomimo tej subtelnej zachęty do prokreacji oglądają je najczęściej kobiety w wieku raczej nierozrodczym. Moja rodzicielka stwierdziła, że zapewne zamierzają je kupić synowym bądź córkom.
Pomijając jakość poczucia humoru mojej rodziny, zmierzam do tego, że coraz częściej mam wrażenie, że media, polityka, społeczeństwo krzyczy w moją stronę "RODŹ DZIECI". Tak jakbym prowadziła normalną, kulturalną konwersację z drugą osobą o problemie niezwiązanym z macierzyństwem i nagle ów osoba krzyczy mi w twarz "ZAPEŁNIJ MACICĘ".
Właśnie: macierzyństwo. Kiedy mówię, że nie zamierzam doświadczyć tego aspektu życia, zawsze spotykam się z dwoma rodzajami reakcji: "jeszcze zmienisz zdanie" lub "to nienormalne, że nie odczuwasz tego instynktu/takiej potrzeby".
Problem polega właśnie na tym, że dla mnie rodzicielstwo to nie jest chęć posiadania dziecka. Dla mnie rodzicielstwo to olbrzymia odpowiedzialność. Banał - każdy to wie, ale nie każdy rozumie. Tak wiele młodych kobiet "wie, że kiedyś będzie chciała mieć dzieci", ale jest to po prostu wpisane w ich przyszły życiorys, jako jeden z punktów spełnienia. I nie ma w tym nic złego, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że DZIECKO to nie tylko dziecko, to człowiek - żywy, odczuwający; człowiek, który kiedyś dorośnie w sposób, jaki go ukształtujesz, a nie tylko słodkie, śliniące się stworzonko determinowane funkcjami fizjologicznymi.
Wydaje mi się, że właśnie dlatego jest tak wiele rodziców, którzy rozczarowani są orientacją seksualną, tożsamością płciową czy wyborami kariery lub zainteresowaniami swoich dzieci. Za słowami piosenki - ja, głupiec, wciąż wierzę. W miłość bez chęci posiadania.
Dochodzimy do wniosku, że dziecko to też swojego rodzaju styl życia. Szanuję to. Teraz czas na to, aby moje otoczenie uszanowało sposób, w jaki ja postanowiłam żyć.
W poprzedniej notce pisałam o życiowej reinkarnacji - o tym, że zmieniamy się w ciągu życia w kompletnie inne osoby. Być może kiedyś będę człowiekiem, który zechce mieć dzieci - niekoniecznie być w ciąży. Być może. Ale nie uważam, aby osoby, do których moje życie nie należy - bo należy wyłącznie do mnie - lekceważyły moją wizję jego kreacji.
![]() |
| "Nie będę mieć dzieci, bo nie będę dawać jeść nierobom" ~ Maja, lat 8 |
Spotkałam się nawet z opinią na swój temat, iż to nieprawda, że nie lubię i nie chcę mieć dzieci, ponieważ niezwykle dobrze dogaduję się ze swoją ośmioletnią siostrzenicą. Rozumiemy siebie nawzajem, lubimy podobne rzeczy, robimy wiele rzeczy wspólnie.
Maja jednak to nie tylko dziecko, jak już wcześniej wspominałam. Dzieci też myślą, często interesują się konkretnymi rzeczami i jeżeli umie się je wysłuchać, mają coś do powiedzenia. Ale generalnie ich nie lubię, co jednak nie oznacza, że jestem dla nich niemiła. Majka to mój "kumpel". Majka to jednostka.
| "Miau" ~ Misha |
Poza tym fakt, że kiedyś namalowałam jej wąsy markerem, który nie chciał zejść przez kolejne dwa dni i nie mogłam przestać się z tego śmiać, nie świadczy na korzyść mnie jako wizerunku matki.
A swoje instynkty, jeżeli jakiekolwiek się tam czają, spełniam, kiedy wracam do domu na weekend i mogę wziąć swojego kota w ramiona. Tymczasem chcę kariery, w której będę w stanie go utrzymać... chociaż może jego potrzeby mieszczą się poniżej 500 zł.
Dlatego nie czujcie się źle, jeżeli Wasze wizje nie odpowiadają ogólnie przyjętemu schematowi. To Wy macie być wobec siebie fair.


Uśmiałem się.
OdpowiedzUsuńCieszy mnie, iż moje słowa są źródłem radości moich czytelników.
UsuńDokładnie rozumiem o co Ci chodzi. Tuż przed walentynkami spotkałam się z grupą znajomych z liceum. Choć nie minęło dużo czasu od kiedy skończyłam ten etap edukacji, kontakt z większością ludzi zaginął. Gdy koleżanka i kolega zaczęli wymieniać kto z naszej byłej klasy jest już zaobrączkowany (małżeństwo, narzeczeństwo) miałam ochotę się śmiać. Nie rozumiałam po co im się spieszy. Potem zaczęli wyliczać kto ma dziecko a kto się go spodziewa. W pewnym momencie spojrzałam na przyjaciółkę przerażona i spytałam " Czy my nie załapałyśmy o co chodzi w życiu czy co?". W odpowiedzi znajomy spytał czy dotarło do nas, że nie jako jedyne nie ograniamy jeszcze swojego życia. Odpowiedź która padła z moich ust może i była niezbyt miła ale , prawdziwa. "Przeraża mnie jedynie, że dwudziestolatka spodziewa się drugiego dziecka".
OdpowiedzUsuńMałżeństwo to jedno, dziecko to druga sprawa. To pierwsze to tylko umowa pomiędzy dorosłymi ludźmi. Dziecko to już wyższy level odpowiedzialności.
Usuń