11:11

Moje studia to żart



Kiedy zaczęłam studiować dziennikarstwo w Toruniu, krótko mówiąc, byłam dosyć zagubiona. Czułam się, jakbym była bohaterką mało popularnego sitcomu, którego głównym motywem jest seria niefortunnych zdarzeń... przez które jedyne, o czym marzę, to o zapadni pod swoimi nogami. Właściwie nie znałam nawet odpowiedzi na pytanie, dlaczego akurat to miejsce, ten uniwersytet, ten kierunek... 
Nie ma tutaj jednak gwałtownego zwrotu akcji - bo wciąż nie jestem pewna, czym się wtedy kierowałam. 

Wraz z końcówką liceum uświadamiamy sobie, że już, za chwilę, zaraz, musimy decydować o sprawach, które zaważą na całym życiu. Ten wybór zdeterminuje naszą przyszłość. Rozwój kariery. Zadowolenie lub jego brak w pracy. I w dodatku ta matura, od której zależy przecież... wszystko.

Na dziennikarstwo zdecydowałam się w ostatnim momencie. Można powiedzieć, że nie miałam pomysłu na siebie. Można tak powiedzieć... Jednak wraz z czasem odkryłam, że naprawdę lubię swoje studia. Pierwszy rok to czas, w którym poznałam ludzi, którzy stali się dla mnie, poniekąd, inspiracją. To czas, w którym także na nowo odkryłam swoje pasje. To czas rozwoju.

Jednak najważniejszą rzeczą, której się nauczyłam, to skupienie się na teraźniejszości. Jestem studentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na specjalności nowe media. Nie jestem dziennikarką. Może nigdy nią nie będę. A może będę? Nie wiem. Jedyne, czego jestem pewna, to tego, że po raz pierwszy w życiu mam prawdziwą i szczerą chęć uczenia się. Swoje plany wiążę ze studiami tak długo, jak będzie sprawiało mi to przyjemność. Za kilka lat mogę być całkowicie innym człowiekiem. Mogę przeskakiwać przez różne drogi swojej przyszłej kariery, a jedyne, co ją może determinować, to moje zdolności. Nie chcę, aby jakość tych "dróg" zależała od opinii społecznej czy pieniędzy, lecz od tego, czy podążanie po nich sprawia mi radość. Tak długo, jak tak się właśnie dzieje, nie ma lepszych czy gorszych etapów.

Moje studia to żart. Nie mieszczą się zbyt wysoko w rankingu. Czasami ich plan mnie załamuje. Ale mimo wszystko nie żałuję swojej decyzji. I czuję się tutaj dobrze. Przede mną jeszcze licencjat - a później? Zobaczymy. Tymczasem definicję spełnienia widzę w wizji "reinkarnacji", którą przecież przechodzimy co najmniej kilka razy w normalnym życiu. W tym, że każdy ma coś z Doctora.

1 komentarz:

  1. Będzie dobrze. Nie martw się. Nie zawsze studia realizują nasze zapotrzebowanie. Ja na przykład dobrze trafiłem i jestem bardzo zadowolony ze swojego wyboru :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 ZJADACZ POPKULTURY , Blogger