Najstarszy dziesięciolatek świata – Ash Ketchum – od 1997 roku poluje na stworzenia o nadzwyczajnych zdolnościach. Przygody, które przeżył podczas kolekcjonowania magicznych kreatur, już od dawna fan serii mógł przeżyć osobiście dzięki produkowanym grom. Mimo to o POKEMON GO było ostatnio najgłośniej w mediach. Kiedy w 2014 roku wszędzie widzieliśmy nowinki o aplikacji „Flappy Bird”, której możliwość instalacji została zlikwidowana ze względu na zbyt wielkie angażowanie się użytkownika, rok 2016 stoi przed nami pod znakiem kolejnej fali fanatyzmu związanego z wirtualnym światem urządzenia mobilnego.
Przypomijmy: Flappy Bird polegało
na strategicznym klikaniu w gładką powierzchnię telefonu dotykowego w taki
sposób, aby ptaszek, który leciał na ekranie przemieszczał się przez przestrzeń
pomiędzy przeszkodami, które stanowiły metalowe rury. Łatwemu schematowi
gry paradoksalnie dodawało atrakcyjności to, że łatwo było ją przegrać.
Fruwające stworzenie, którym się poruszaliśmy, było wyjątkowo wrażliwe na
zbliżanie się do stojących mu na drodze elementów. Te wszystkie czynniki
sprawiły, że u graczy często irytacja z powodu porażki przeradzała się w
agresję, dlatego aplikacja została wycofana. Dzisiaj wartość smartfonów, które
mają ją nadal zainstalowaną, jest większa od tych samych modeli,
które jej nie posiadają.
Czy atrakcyjność POKEMON GO polega
na tej samej prostocie, co Flappy Bird, czy może geneza ich fenomenu ma jakiś
wpływ na szał, który ogarnął świat mobilnych urządzeń? Z pewnością
historia pokemonów jest znacząca w marketingu gry, ale ważna dla jej sukcesu była również prostota. Zapytałam koleżankę z liceum, jaka była jej motywacja, kiedy sięgnęła po apkę: „W dzieciństwie oglądałam pokemony i zbierałam krążki z
pokemonami z chipsów, więc można powiedzieć, że w zasadzie towarzyszą mi one
odkąd pamiętam. Gram, bo to w pewnym sensie powrót do dzieciństwa i zarazem
nowe doświadczenie, coś, czego jeszcze nie było, a przynajmniej nie na taką
skalę”.
Skrócona instrukcja obsługi dla niewtajemniczonych
Aplikacja polega na łapaniu stworzeń znanych z animowanego serialu – lecz
aby tego dokonać, trzeba wybrać się na… spacer. Poprzez GPS POKEMON GO
rejestruje to, że rzeczywiście chodzimy i pokazuje nam pokemony, które
jesteśmy w stanie schwytać. Tak jak w innych grach i produkcji
telewizyjnej, stworki mają zdolność do ewolucji w bardziej zaawansowane
formy swojego gatunku.
W grze spotykamy również pokestopy
– czyli miejsca, w których możemy nabyć przedmioty, które pomogą nam w dalszym
rozwoju, a także areny (gymy), na których nasze pokemony mogą się zmierzyć z
pokemonami wystawionymi przez innych użytkowników. Ta opcja jest jednak
dostępna po osiągnięciu piątego poziomu, kiedy zapisujemy się do jednej z
trzech dostępnych drużyn. Przedstawiają one określone ideologie związane z
traktowaniem naszych „podopiecznych” czy zachowaniu podczas walki, a nasz wybór,
w zamierzeniu, ma polegać na okazaniu poparcia którejś z nich.
Jak widać, struktura gry wydaje się
nieco bardziej skomplikowana od wspomnianej wcześniej Flappy Bird. Mimo to jej
schemat jest łatwy do zapamiętania: spacerujemy po mieście, łapiemy pokemony i
walczymy na specjalnej arenie. „Zacząłem grać w POKEMON GO, ponieważ słyszałem
o tym z każdej strony i też chciałem spróbować”, mówi szesnastoletni Damian, przyjaciel mojej siostrzenicy. „Jeżeli chodzi o drużynę, to wybrałem
Team Mystic, bo moi znajomi w niej byli, a jej opis w miarę mi się podobał”.
Niebezpieczeństwa?
Sam pomysł na grę jest niebanalny. Ludzie spotykają się, wychodzą na
zewnątrz po to, aby razem pospacerować w poszukiwaniu pokemonów. Mimo to
aplikacja niesie za sobą różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Podstawowym z nich
jest rosnące uzależnienie od urządzenia mobilnego. Julka, wspomniana wcześniej siostrzenica, przyznała się, że przestała grać w POKEMON GO,
ponieważ zaczęło to pochłaniać jej zbyt dużo czasu. Kilka dni później można było ją zaobserwować grającą w te „tradycyjne” pokemony (terrible - tak, tu uśmiecham się z sarkazmem).
Aplikacja ma także możliwość
połączenia się z kontem Google, czyli naszym mailem oraz wszystkimi
danymi, jakie mamy na nim zapisane. To oznacza, że nasza prywatność może być
zagrożona w wypadku ataku hakerów, dlatego zaleca się sprawdzenia ustawień
na zasadzie których kreujemy swój profil w grze. Chociaż kto dba o te sprawy, to z pewnością już o tym wie i ma zmodyfikowaną tę opcję pod siebie, warto o tym czasem przypomnieć tym, którzy ściągają kolejną apkę ignorując jej regulamin.
Jeżeli chodzi o wszelkie wypadki, w trakcie których ich uczestnicy trzymali w dłoni telefon i rzucali pokeballami, to tak naprawdę możemy zwalić to na karb czystej głupoty. Z mojego researchu wynika, że często to kierowcy samochodów je powodowali, grając w grę w czasie jazdy, kiedy celem aplikacji jest po prostu spacer po mieście. Owszem, zdarzają się ludzie, którzy pchają się pod auto, ale, gdybyśmy rozejrzeli się wokół, zauważylibyśmy, że dookoła nas jest pełno osób, które mają wzrok wbity w komórkę. I nie sądzę, że wszyscy grają w POKEMON GO, tak jak nie każdy człowiek, który wszedł ostatnio pod pędzący samochód z urządzeniem mobilnym w dłoni.
Quo vadis?
Istnieje aplikacja, która polega na
opiece nad uosobionym ziemniakiem; aplikacja imitująca dźwięki wydawane przez
kotów; a także taka, dzięki której użytkownik, w teorii, może „przetłumaczyć”
niemowlęcy płacz. Usuwamy POKEMON GO po to, aby zainstalować na telefonie
kolejną grę, która pochłonie kolejne minuty wolnego – i nie zawsze wolnego –
czasu. Produkowane są nawet specjalne obudowy na smartfony w kształcie smoczków
po to, aby ciekawe niemowlaki nie zniszczyły ich za pomocą śliny.
Czy te same mamuśki, które podczas opieki nad dzieckiem piszą SMSy, a ów dziecko obślinia im później wejście do ładowarki, mają prawo „hejcić” nieszkodliwe hobby (jeżeli nie traktuje je się fanatycznie)? W odróżnieniu od Flappy Bird pokemonowa aplikacja raczej nie wzbudza aż takiej frustracji, a daje możliwość interakcji z innymi graczami. Jest podobna do irytującego ptaszka pod względem nieskomplikowanego schematu i pewnej oryginalności. Mimo to marketing tej nowszej gry bazuje także na sentymencie tych, którzy już kiedyś poznali smak serii, a to jest mieszanka, która sprawiła, że jest ona hitem.
Czy „szaleństwo” POKEMON GO zniknie
tak, jak było to z szałem na Flappy Bird? Zapytałam o to mojego chłopaka, który jest QA w Huuuge Games, co o tym sądzi. „Myślę, że to przejdzie z czasem. Obecnie aplikacja jest niedopracowana, ludzie powoli tracą
zainteresowanie przez różne błędy, które się w niej pojawiły. Nie odejdzie
całkiem do lamusa, bo będą powroty co jakiś nowy patch (aktualizacje) gry, ale
ogólnie nie spodziewałbym się, że długo to się utrzyma na takiej fali
popularności, jak przy wyjściu. Już teraz, wśród moich znajomych, widzę powoli
niknące zainteresowanie.


lepsze już pokemony niż mordowanie nienarodzonych dzieci...
OdpowiedzUsuńLepiej się wypowiedzieć i nie wiedzieć o co chodzi . Ale nienarodzone dzieci i aborcja zawsze na propsie. Pokemon? Walić, że o tym tekst. Aborcja!!
OdpowiedzUsuńPokemony lepsze, ale niedużo, ponieważ wywołują u ludzi zbytnie zainteresowanie magią i okultyzmem. Później takie osoby mogą przenieść te zainteresowania w realne życie, szukając informacji i praktykując różne dziwne rytuały(podobnie jak np Harry Potter, sama książka może nie jest tak szkodliwa, jak wzbudzona ciekawość w ludziach)
UsuńDlatego:
aborcja > szatanistyczne lobby homoseksualne > pokemon go
Nie zapominaj o :
Usuńżydomasoni > reptilianie> NWO
Jakieś poważniejsze argumenty? Najlepiej sobie robić śmieszki np z aborcji, samemu będąc niezagrożonym skrobanką
OdpowiedzUsuńCzekaj, chyba anonimowi się pogubili , do kogo kto pije?
UsuńAnonimowy2 września 2016 10:14
lepsze już pokemony niż mordowanie nienarodzonych dzieci...
??????????????
Może podpisujcie się na koniec jakimś wymyślonym pseudonimem, ponieważ i ja się już trochę pogubiłam w tym, ile tutaj osób rozmawia ;).
OdpowiedzUsuńPrecz z aborcją, lobby lgbt i promocją okultyzmu w pokemon go.
Usuń~Prawdziwy Polak
Prawdziwy polak w koszulce PW , który nie zna wiary rodzimej zapewne :v
OdpowiedzUsuń~AntyPolak
Polecam obejrzeć w wolnej chwili :)
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=ecXMagpN1hY
~Prawdziwy Polak
Polecam obejrzeć w wolnej chwili :)
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=4mBGwZ8gN9I
~AntyPolak
Szatan jako postrach trzody ludzkiej wciąż się sprawdza. ;)
Zobaczymy po śmierci kto miał rację ;)
UsuńTylko chopie ja Cię nie nazywam żadną "trzodą" ;)
Mimo wszystko miłego dnia! ;)
Problem w tym, że po śmierci raczej nic nie zobaczymy ; )
OdpowiedzUsuńUderz w stół, a nożyce się odezwą. Nazwałem Cię trzodą? Nazwałem trzodą ludzi, dla których szatan jest postrachem, który powoduje ślepe słuchanie się owieczek. Bezmyślnie. Tępo. To że ktoś inny za nie myśli, nie zwalnia ich z odpowiedzialności. Za co kościół kilka razy przepraszał, jako twórca groźnych sytuacji i instytucji w jego obrębie. Jak Inkwizycja.
Też życzę miłego dnia
~AntyPolak
Jak ktoś wierzy w Boga, to znaczy, że jest bezmyślny? ;) Również mogę nazwać bezmyślnie osoby, które nie wierzą w nic, chociaż wszystko mówi, że życie po śmierci(sam mam na to dowód z najbliższego otoczenia) i Pan Bóg istnieje
Usuńnajwięcej ludzi na świecie zabiły dyktatury ateistów ;)
~Prawdziwy Polak
Jak ktoś wierzy w boga, a jednoczesnie nie myśli sam za siebie i wymaga zwolnienia z odpowiedzialności..to gdzie wolna wola? Przy np kazaniach nienawiści? A gdzie miłość do bliźniego? Spoko, że masz dowód, jak chcesz podziel się i przedstaw że nie jest wynikiem chemii organizmu ludzkiego. Co do "dyktatury ateistów". Jesteś pewien? Prześledź historię ludzkości pod kątem wojen na tle religijnych. Policz wszystkie ofiary. A nie tylko ostatnie, słynne popisy wujaszków czerwonych.
Usuń~AntyPolak
Płaczę, co tu się w komentarzach dzieje, szaleństwo
OdpowiedzUsuńAle w temacie - do minusów dodałabym tyle, że środowisko internetowe przegina z rywalizacją pomiędzy drużynami. I tak, to niby wszystko żarty, ale ludzie zapominają, że grają w to też dzieci, które chłoną wulgarne teksty i żarty jak gąbka, bez szczególnego filtra w głowie. Odpowiedzialność za to, co przeglądają w internecie dzieci powinni niby odpowiadać rodzice, ale wiemy, że czasem to trudne wycenzurować wszystkie treści. Do czego zmierzam? Ostatnio grając napotkałam dzieci w wieku góra 10 lat, które zaczęły na mnie wyklinać, bo udało mi się przejąć przed nimi gym, a byłam z innej drużyny. Bardziej mnie to rozbawiło, niż przejęło, ale mimo wszystko dziesięciolatki rzucające taką wiązanką przekleństw przez głupią grę (hmm, trochę jak wspomniany Floppy Bird, ale wtedy złość szła jednak na grę, nie inną osobę ;) ) to dość przykry widok. I znowu można powiedzieć, że to wina wychowania, ale ciężko negować tutaj winy internetu (zwłaszcza, że słyszałam wcześniej jak chłopcy opowiadają sobie nawzajem o memach i filmikach o rywalizacji drużyn). Jestem wbrew wszelkiej cenzurze w internecie itd, ale myślę, że tym razem środowisko po prostu dało plamę.
Zainteresowanie rzeczywiście powoli znika, jak to z każdym hypem bywa, ale biorąc pod uwagę, że gra wyciągnęła z domu wiele ludzi (w tym mnie), którzy inaczej spędziliby większość dni przed komputerem, myślę że popularność Pokémon GO przyniosła wiele dobrego.
Kyuik (pisząca z telefonu i przepełniona nadzieją, że skorygowała w komentarzu wszelkie błędy)
Wreszcie komentarz na temat.
UsuńWiesz, mnie się ogólnie wydaje, że dziesięciolatki nie powinny mieć wolnej ręki w korzystaniu ze smartfona czy Internetu w ogóle. Jeżeli już to robią, to pod opieką dorosłych.
To jest nastawione na rywalizacje, ale jest różny rodzaj. Obecnie czytam, że team instinct jest upośledzony, mystic jest najlepszy, a valory to wredne gnojki. Tak być nie powinno. Nie wiem ile dobrego przyniosła, bo przyniosła też negatywne rzeczy. Typu rabusie czający się w alejkach gdzie są rzadkie poksy. Co do hype. Są rzeczy które nawet po start hypetrainie nadal trwa.
Usuń@Karolina oj, to temat na dłuższą dyskusję. Sama miałam swój telefon gdzieś od drugiej/trzeciej klasy podstawówki i rozumiem czemu może być dziecku potrzebny/rodzicom wygodniej kiedy dziecko jednak go ma. Problem tu stanowi kwestia tego jak rozwinęły się telefony. Owszem, można dać dziecku stary model komórki, typu legendarna ceglana Nokia, ale dziecku może być przykro, że rodzic "traktuje je gorzej" od rówieśników z smartfonami etc. Może po prostu jak w niektórych tabletach powszechny powinien stać się tryb dziecięcy, który odblokować może tylko rodzic?
Usuń@Anon tak, jest nastawione na rywalizację. Sportową rywalizację, jak w każdej wcześniejszej grze Pokémon. To o czym piszesz jest dokładnie tym, o czym pisałam wcześniej ja i rzeczywiście - tak być nie powinno. Z dobrych rzeczy - jak już pisałam ludzie wyszli z domu i wbrew pozorom przy grze czasem też się socjalizują i poznają nowe osoby. Słyszałam o autystycznych dzieciach, które dzięki graniu w PokéGO łapały łatwiejszy kontakt z rówieśnikami. Sama mniej bałam się obcych ludzi nocą na ulicy jak widziałam, że po prostu grają. Negatywy - poza tym, co napisała Karolina i co dodałam ja naprawdę ich nie widzę. Ludzie, którzy robią sobie krzywdę grając sami ponoszą winę za swój brak myślenia i wyobraźni. To samo z ludźmi, którzy bezmyślnie wchodzą w niedozwolone miejsca. A rabusie o których piszesz - przepraszam, ale bez rzetelnego źródła w to nie uwierzę, bo brzmi jak internetowa pasta i bzdura z kilku względów:
1. Rzadkie poksy jak nazwa wskazuje są rzadkie, ale nie oznacza to wcale, że wyskakują byle gdzie. Mają bardzo rzadki spawn na mapie. Generalnie Pokémonów najwięcej jest w zaludnionych areach i blisko gymów czy PokéStopów. Im większe zadupie tym mniej stworków i tym bardziej rzadkich. Jeszcze nigdy nie musiałam wchodzić ciemne alejki, a gram ponad miesiąc, w różnych miejscach na ziemi i o różnych porach.
2. System szukania Pokémonów w grze. Rzeczywiście na początku gra miała tzw tracking system, który pozwalał wybrać ikonkę poksa w pobliżu i wyswietlała coraz mniej łapek kiedy docierało się do jego lokacji. Ale system szybko się zepsuł i został zniesiony, co uniemożliwia szybkie szukanie potworków i zmusza do szukania na szczęście. Fani robili mapy w internecie, które pokazywały gdzie obecnie jest jaki stworek i ile tam będzie, ale wszystkie notorycznie były zdejmowane przez autorów apki. Dopóki ktoś nie zna lokacji spawna rzadkiego poka (a tych zazwyczaj okolicy jest kilka i często się zamieniają) to raczej tam się nie zaczai. Co więcej przeciętne poki mają spawn co 15 minut, to co dopiero rzadkie?
3. To strasznie upierdliwe z perspektywy rabusi ustawiać się przez pryzmat rzadkich pokemonów. Nie lepiej po prostu ustawić się gdziekolwiek gdzie jest pewność, że ktoś będzie szedł i będzie miał coś wartościowego??? Jak ktoś chce zrobić coś złego to zrobi to niezależnie od głupiej apki.
Oczywiście, że zainteresowanie grą będzie trwało, tak jak i ludzie grają w normalne Pokémony od wielu lat. Po prostu wiele ludzi się już znudziło i nie wróci do gry, a ich liczba jeszcze na pewno wzrośnie. Po prostu wyjdziemy z fazy gdzie prawie co drugi młody człowiek z androidem bądź iOsem ma aplikację na telefonie. :")
Kyuik
Kyuik: ja też sama miałam telefon od 4 klasy szkoły podstawowej, ponieważ był mi on potrzebny właśnie do komunikacji z rodzicami - dojeżdżałam autobusem do szkoły, a oni odbierali mnie z przystanku, gdy wracałam. Telefon w takiej sytuacji jest potrzebny, owszem. Ale tak jak mówisz, w przypadku smartfona powinien być włączony jakiś tryb dziecięcy, a z aplikacji dziecko powinno korzystać pod okiem rodzica. Nie mówiąc już o tym, że na taką rozrywkę również powinno mieć wyznaczoną konkretną ilość czasu. Na większą wolność, przynajmniej moim zdaniem, można mu pozwolić w okresie gimnazjum.
UsuńCo do reszty Twojej wypowiedzi - zgadzam się ze wszystkim.