09:37

KIERUNEK: Londyn. Bezsensowność marzeń


london


Byłam zmęczona.

Moja samoocena spadła gdzieś do poziomu, z jakim rozpoczynałam swoje studia dziennikarskie. Przez ostatnie pół roku schudłam sześć kilo, żeby w tym samym okresie ponownie je nabrać. Stres krążył w moich żyłach razem z kofeiną, która tak naprawdę nie była środkiem pobudzającym motywację. Miałam wrażenie, że tak naprawdę nic nie osiągnęłam, a moje oceny obniżyły przynajmniej o połowę swoją wartość. Problemy skórne przypomniały o sobie ze zdwojoną siłą – obecnie jestem na antytrądzikowej kuracji antybiotykowej. Ogólnie rzecz biorąc: było źle. A przynajmniej ja wszystko widziałam w barwach szarości.

Ktoś kiedyś napisał mi, że studenci mają tendencję do oceny swojego życia po zakończonym roku akademickim. Przemyślałam to. Poczułam się, jakbym uzależniała własną jakość od jakości przedsięwzięć, jakich podejmowałam się w ciągu dziewięciu miesięcy nauki, a później spadałam w próżnię tych wakacyjnych trzech, w trakcie których próbowałam się ze sobą pogodzić.

Później zaczęłam się zastanawiać, co sprawia, że jestem dla siebie tak surowa. Tak jakby fakt, że dostałam kolejny raz w kość stanowił tylko i wyłącznie moją winę. Zmieniłam też kryteria oceny. Dzięki temu przypomniałam sobie, ile marzeń zrealizowałam: na moim lewym przedramieniu jest tatuaż, który od dłuższego czasu chciałam sobie zrobić; w lipcu byłam na swoim pierwszym Woodstocku i pierwszych, właściwie dorosłych, wakacjach nad morzem, które chyba ostatnio widziałam gdzieś w okolicach gimnazjum. Pod koniec września zostanie opublikowana pierwsza praca naukowa mojego zespołu w piśmie o takowym profilu. Nie mówiąc już o tym, że napisałam swój pierwszy artykuł, który mogłam przeczytać w „normalnej” gazecie. Odbyłam praktyki w regionalnym oddziale telewizji publicznej. Nawet oceny, jeżeli mamy już do tego wracać, okazały się w miarę w porządku – dzięki dobrze zdanej poprawce znowu mam szanse na stypendium naukowe. W końcu: założyłam bloga.

Okazuje się, że naprawdę wiele zależy od perspektywy. Czasem wystarczy po prostu oczyścić filtry, przez które obserwuje się rzeczywistość – czy własne poczynania. Wróciłam do czytania książek dla własnej przyjemności, uświadomiłam sobie, że wciąż mam tę magiczną moc uszczęśliwiania innych ludzi i wydaje mi się, że trochę bardziej dojrzałam. Chociażby do realizacji swoich marzeń i celów.
Bo marzenia nie zawsze muszą mieć sens – a już na pewno – dla otoczenia. Dawno temu oglądałam filmik w Internecie, na którym wypowiadał się jakiś wykładowca (chyba – jeżeli ktoś kojarzy, podrzućcie nazwisko). Mówił on o tym, że to często bezsensowność w marzeniach ma największą magię. Jako przykład dał to, że od lat marzyła mu się przyczepa kempingowa i w końcu ją sobie kupił. Przez większość roku stoi nieużywana, dopiero w okresie letnim „odkurza” ją na wakacyjny wyjazd. Pomyślałam o swoim tacie, który zrobił dokładnie to samo – odnowiona „zapiekanka” stoi na naszym podwórku, a on czasem zagląda do środka i uśmiecha się do siebie. Zbiera rzeczy będące oznaką PRLu i w ten sposób dekoruje jej wnętrze; dla nas może być to niezrozumiałe, ale jemu sprawia to autentyczną przyjemność.

Kiedy pod koniec pierwszego roku studiów zorientowałam się, że mam szanse na stypendium naukowe, wiedziałam już, że będę miała z czego oszczędzać. I tak, na następnym roku studiów, zaoszczędziłam dostateczną kwotę, aby zrealizować własne „bezsensowne marzenie”.

Londyn

21 września lecę do Londynu.

Do tej daty coraz bliżej, a ja wciąż nie do końca utożsamiam ją z rzeczywistością. Dotknę wózek na peronie 9 i ¾, świadectwo piętna, jakie Harry Potter odbił na kulturze – sagi, która w jakiś sposób ukształtowała mnie taką, jaką jestem; echa dzieciństwa. Przez dziewięć dni będę miała możliwość zwiedzania i poznawania miasta – miejsca, które chciałam odwiedzić od… dłuższego czasu. Zrobię sobie nawet żałosne zdjęcie w budce telefonicznej, nie obchodzą mnie cudze śmieszki. Będę tam i będę zachowywać się jak wiecznie podekscytowany turysta, a mojej radości nie ograniczy czyjaś opinia. Zapracowałam na to.

A później, na kilka miesięcy przed zaplanowaną podróżą i po wykupieniu biletów lotniczych oraz dokonania rezerwacji pokoju w hotelu (nie dającej możliwości bezpłatnego odwołania owej rezerwacji), osoba, z którą miałam zamiar tam się wybrać zrezygnowała z wyjazdu. Minęły kolejne dwa miesiące i „stał się” Brexit.

Pierwsza przeszkoda znalazła łatwe rozwiązanie: do Londynu lecę z przyjaciółką. Druga chyba takowego nie ma. Sytuacja stała się do tego stopnia „śmieszna”, że rodzice mówią nam, żebyśmy nie rozmawiały publicznie po polsku.

Wrześniowa wyprawa do Wielkiej Brytanii stała się czymś więcej niż punktem do zaliczenia na liście marzeń. Teraz to jednocześnie dziennikarska praktyka: obserwacja miasta po Brexicie. Będę w samym centrum wydarzeń, które dzisiaj omawiane są w mediach. Wydaje mi się jednak, że sytuacja Polaków w stolicy może inaczej wyglądać niż w mniejszych miastach i miasteczkach. Zdaję sobie sprawę z ewentualnego zagrożenia, ale jak to powiedziała Agnieszka, z którą tam się wybieram – „nie dajmy się zwariować”. Poza tym to nie jest „niemożliwe” wyzwanie na poziomie zdobycia Mont Everestu.

Tym pozytywnym akcentem zakończę wspaniałe wakacje. Przypomina mi się scena z „Małego Księcia”, w której Pilot i Mały Książę są spragnieni na pustyni i aby zaczerpnąć wodę ze studni, muszą się przy tym sporo napracować. Kiedy jednak już jej kosztują, smakuje ona o wiele lepiej niż smakowałaby w sytuacji, gdyby była ona łatwiej dostępna. Może porównanie to jest nad wyraz dramatyczne, ale po części pasuje do mojego bezsensownego londyńskiego marzenia. „Nikt nie mówił, że będzie łatwo”.


Po jego realizacji czeka mnie ostatni rok studiów pierwszego stopnia i pisanie pracy licencjackiej. Wraz z przyjaciółką zobaczymy Londyn! I może nie jest kolorowo, ale nie oznacza to, że jest całkiem szaro.

Źródło zdjęcia: klik

1 komentarz:

  1. Chodzi zapewne o Jacka Walkiewicza i wykład "Pełna moc możliwości" z TEDx. Super człowiek. Jego wykłady dają dużo do myślenia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 ZJADACZ POPKULTURY , Blogger