![]() |
| źródło zdjęcia |
Dla studentów wrzesień jest dodatkowym miesiącem wakacji, ewentualnie: terminem egzaminacyjnej sesji poprawkowej. Tak czy siak, czuć już na karku oddech kolejnego roku akademickiego.
Zbliża się październik.
W moim przypadku oznacza to powrót do Torunia, oddalonego o jakieś 200 km od mojego rodzinnego domu i ponowne wczuwanie się w rytm tętniącego życiem akademika.
Kilka osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze studiowaniem pytało mnie jak wygląda pobyt "w takim miejscu". Pamiętam też, jak na pierwszym roku zapytałam nowo poznaną koleżankę, czy mieszka w akademiku - uzyskałam odpowiedź w postaci pełnego zaskoczenia spojrzenia i "nie, a wyglądam na taką?"; było też kilka wzmianek o higienie i szczurach latających po korytarzach.
Wielu kojarzy dom studencki z "Sodomą i Gomorą", chaosem, hałasem i w ogóle: szeroko rozumianym bałaganem. Czy mają rację?
Owszem.
Nie taki diabeł straszny, jak go malują
W całym tym "nieporządku" zapominamy, że przecież nie tworzy się on z niczego. Stoją za nim konkretni ludzie. A mówiąc o konkretach mam na myśli: my, studenci. Każdy przyczynia się do poziomu życia w budynku, wnosi większą lub mniejszą cegiełkę do tego, jak przedstawia się wizerunek mieszkańca opisywanego przybytku.
Higiena
W gruncie rzeczy w każdym akademiku panują inne zasady. Jeżeli chodzi o higienę, o którą często jestem pytana, kilka razy w tygodniu przychodzi pani sprzątająca, która dba o czystość korytarzy, kuchni oraz łazienek - przestrzeni wspólnej. Mój dom studencki charakteryzuje się tym, że nie ma segmentów, które łączą kilka pokoi oddzielonym korytarzem, co skutkuje większą ilością ubikacji i pryszniców na mieszkańca - a przynajmniej - mniejszą ilością mieszkańców, którzy regularnie z nich korzystają. U nas nie ma tej wygody - łazienki są wspólne, koedukacyjne, dwie na każde piętro. Twoje nagie ciało pod strumieniem gorącej wody oddziela od niepożądanych oczu współmieszkańców zasłonka w żółte rybki, a uchwyty słuchawek od prysznica to rzadkie dobro.
Najczęściej największy bałagan panuje tutaj po weekendzie, kiedy wychodzisz ze swojego pokoju na korytarz usiany papierowymi petuniami. Czasem jest zapchany zlew w kuchni, a kosze na śmieci stają się konstrukcją chwiejną i niebezpieczną. W dni powszednie takie zjawiska rzadko mają miejsce.
Kiedy kończę myć naczynia, zawsze upewniam się, że nie napakowałam żadnego makaronu w miejsce do tego nieprzeznaczonego i nie zatkałam jakiegoś odpływu; zmywam plamę sosu z blatu, która "zrobiła się" podczas niezręcznego gotowania i nie zostawiam brudnych garnków na kuchennej podłodze. Może stanowi to niewielkie znaczenie w ogromie problemu, który kotłuje się i zewsząd otacza, ale przynajmniej mogę sobie ukradkiem przybić piąteczkę. Polecam.
Życie w społeczeństwie
Jedną z rzeczy, która jednak notorycznie wywołuje we mnie frustrację to techno, które słyszę zza ściany. Zazwyczaj jednak wystarczy tylko kilka puknięć w cienką konstrukcję oddzielającą pokoje, aby nieco ono się uciszyło. Wybierając dom studencki jako miejsce zamieszkania trzeba liczyć się z tym, że nawet jeżeli mamy duszę pięćdziesięciolatka to dookoła nas są ludzie, którzy prowadzą odmienny styl życia od naszego. Fakt, że jest on nieco głośniejszy nie oznacza to, że jest gorszy. Myślę, że akademik właściwie uczy pewnej tolerancji (zobaczymy w październiku, Karolino). Wystarczy doza wzajemnego szacunku i cierpliwości.
Introwertyk? Nie masz żadnego obowiązku imprezować na korytarzu (tak, to też się zdarza). Nikt nie będzie na siłę wyciągał cię z czterech ścian i wkładał do dłoni alkohol (to kosztuje). Moja integracja z sąsiadami ogranicza się do powitań do konkretnych jednostek i ewentualne krótkie pogawędki. Do pubu chodzę z przyjaciółmi.
Nawet, jeżeli czujesz, że jesteś nieco bardziej zamknięty w sobie od innych warto powiedzieć pierwsze "cześć", bo później będziesz miał możliwość pożyczenia od kogoś szklanki mąki. Warto również ofiarowywać pomoc ze swojej strony. W końcu studia to "najlepszy okres w życiu", a przypadkowa znajomość nawiązana na akademikowym korytarzu może zmienić się w całkiem wartościową relację. Być może warto uchylić nieco drzwi.
Ponadto na Facebooku prawie zawsze znajdzie się grupa dedykowana danemu akademikowi. Mimo pozorom to całkiem przydatna rzecz - sprawna forma komunikowania mieszkańcom o braku Internetu. Albo o chęci oddania części jedzenia. W ten sposób poinformowałam sąsiadów o tym, że zostawiam w kuchni produkty długoterminowe, a także wino, bo jadę na wakacje do domu i muszę pozbyć się trochę rzeczy. Po kilku minutach wino zniknęło.
Władza
W moim domu studenckim istnieje coś takiego jak "portiernia", gdzie panie, którym oddaje się klucz zawsze mówią z uśmiechem "dzień dobry" lub nie odzywają się wcale, nie zdradzając mimiką żadnych emocji. Jest również pani kierownik, którą jednak rzadko widuję. Teoretycznie po 23 obowiązuje cisza nocna, ale jej granice bywają od czasu do czasu naginane. Wtedy któraś z miłych pań z portierni idzie pouczyć rozbawioną gawiedź. I albo to działa, albo nie.
To skrócona wersja instrukcji obsługi akademika. Wszystkie rzeczy, o których przeczytałeś lub o których słyszałeś w zderzeniu z rzeczywistością nie są tak trudne do przeżycia, a czasem są zwyczajnie wyolbrzymione. Ja podeszłam do problemu nieco humorystycznie, ale starałam się przekazać powyższą notką najważniejsze elementy, na które on się składa. Z tego, co wiem, znajoma, która podejrzewała mnie o tresurę gryzoni w domu studenckim sama teraz w nim mieszka.
A jeżeli osoba, która ma duszę pięćdziesięciolatka (ja) mieszka z drugą taką osobą (moja współlokatorka) to ty też dasz radę.
Higiena
W gruncie rzeczy w każdym akademiku panują inne zasady. Jeżeli chodzi o higienę, o którą często jestem pytana, kilka razy w tygodniu przychodzi pani sprzątająca, która dba o czystość korytarzy, kuchni oraz łazienek - przestrzeni wspólnej. Mój dom studencki charakteryzuje się tym, że nie ma segmentów, które łączą kilka pokoi oddzielonym korytarzem, co skutkuje większą ilością ubikacji i pryszniców na mieszkańca - a przynajmniej - mniejszą ilością mieszkańców, którzy regularnie z nich korzystają. U nas nie ma tej wygody - łazienki są wspólne, koedukacyjne, dwie na każde piętro. Twoje nagie ciało pod strumieniem gorącej wody oddziela od niepożądanych oczu współmieszkańców zasłonka w żółte rybki, a uchwyty słuchawek od prysznica to rzadkie dobro.
Najczęściej największy bałagan panuje tutaj po weekendzie, kiedy wychodzisz ze swojego pokoju na korytarz usiany papierowymi petuniami. Czasem jest zapchany zlew w kuchni, a kosze na śmieci stają się konstrukcją chwiejną i niebezpieczną. W dni powszednie takie zjawiska rzadko mają miejsce.
Kiedy kończę myć naczynia, zawsze upewniam się, że nie napakowałam żadnego makaronu w miejsce do tego nieprzeznaczonego i nie zatkałam jakiegoś odpływu; zmywam plamę sosu z blatu, która "zrobiła się" podczas niezręcznego gotowania i nie zostawiam brudnych garnków na kuchennej podłodze. Może stanowi to niewielkie znaczenie w ogromie problemu, który kotłuje się i zewsząd otacza, ale przynajmniej mogę sobie ukradkiem przybić piąteczkę. Polecam.
Życie w społeczeństwie
Jedną z rzeczy, która jednak notorycznie wywołuje we mnie frustrację to techno, które słyszę zza ściany. Zazwyczaj jednak wystarczy tylko kilka puknięć w cienką konstrukcję oddzielającą pokoje, aby nieco ono się uciszyło. Wybierając dom studencki jako miejsce zamieszkania trzeba liczyć się z tym, że nawet jeżeli mamy duszę pięćdziesięciolatka to dookoła nas są ludzie, którzy prowadzą odmienny styl życia od naszego. Fakt, że jest on nieco głośniejszy nie oznacza to, że jest gorszy. Myślę, że akademik właściwie uczy pewnej tolerancji (zobaczymy w październiku, Karolino). Wystarczy doza wzajemnego szacunku i cierpliwości.
Introwertyk? Nie masz żadnego obowiązku imprezować na korytarzu (tak, to też się zdarza). Nikt nie będzie na siłę wyciągał cię z czterech ścian i wkładał do dłoni alkohol (to kosztuje). Moja integracja z sąsiadami ogranicza się do powitań do konkretnych jednostek i ewentualne krótkie pogawędki. Do pubu chodzę z przyjaciółmi.
Nawet, jeżeli czujesz, że jesteś nieco bardziej zamknięty w sobie od innych warto powiedzieć pierwsze "cześć", bo później będziesz miał możliwość pożyczenia od kogoś szklanki mąki. Warto również ofiarowywać pomoc ze swojej strony. W końcu studia to "najlepszy okres w życiu", a przypadkowa znajomość nawiązana na akademikowym korytarzu może zmienić się w całkiem wartościową relację. Być może warto uchylić nieco drzwi.
Ponadto na Facebooku prawie zawsze znajdzie się grupa dedykowana danemu akademikowi. Mimo pozorom to całkiem przydatna rzecz - sprawna forma komunikowania mieszkańcom o braku Internetu. Albo o chęci oddania części jedzenia. W ten sposób poinformowałam sąsiadów o tym, że zostawiam w kuchni produkty długoterminowe, a także wino, bo jadę na wakacje do domu i muszę pozbyć się trochę rzeczy. Po kilku minutach wino zniknęło.
Władza
W moim domu studenckim istnieje coś takiego jak "portiernia", gdzie panie, którym oddaje się klucz zawsze mówią z uśmiechem "dzień dobry" lub nie odzywają się wcale, nie zdradzając mimiką żadnych emocji. Jest również pani kierownik, którą jednak rzadko widuję. Teoretycznie po 23 obowiązuje cisza nocna, ale jej granice bywają od czasu do czasu naginane. Wtedy któraś z miłych pań z portierni idzie pouczyć rozbawioną gawiedź. I albo to działa, albo nie.
Powodzenia
To skrócona wersja instrukcji obsługi akademika. Wszystkie rzeczy, o których przeczytałeś lub o których słyszałeś w zderzeniu z rzeczywistością nie są tak trudne do przeżycia, a czasem są zwyczajnie wyolbrzymione. Ja podeszłam do problemu nieco humorystycznie, ale starałam się przekazać powyższą notką najważniejsze elementy, na które on się składa. Z tego, co wiem, znajoma, która podejrzewała mnie o tresurę gryzoni w domu studenckim sama teraz w nim mieszka.
A jeżeli osoba, która ma duszę pięćdziesięciolatka (ja) mieszka z drugą taką osobą (moja współlokatorka) to ty też dasz radę.

Nie chce mi się czytać, ale tekst pewnie jest dobry
OdpowiedzUsuń