16:49

Stokrotka




Stokrotka.

Wychylała się poprzez źdźbła trawy, pnąc się wytrwale na długiej nodze ku Słońcu. Delikatnie zaróżowione brzegi białych płatków dodawały jej uroku, ale nie wyjątkowości. Przy pewnym zbliżeniu można byłoby dostrzec białe włoski na zielonej łodydze, jaskrawy pył w okrągłym środku… Kruchość roślinki tylko bardziej drażniła drobne palce, wołała do chęci zerwania kwiatu, nęciła swoją dostępnością.

Czarno białe tenisówki przycupnęły przy trawniku. Plaster na kolanie powoli się odklejał, a jasna grzywka sterczała pod dziwnym kątem. Mała dłoń szybko sięgnęła w stronę stokrotki, zerwała ją wstydliwym ruchem i schowała za plecami. Dziecinna chęć obdarowania swojej mamy, symbolu ciepła i miłości, sprawiła, że zakończył się krótki żywot niepozornej rośliny. Została pogwałcona jej niezależność od ludzkiej rzeczywistości i naruszone piękno, tylko po to, aby stać się mało znaczącym prezentem.

W tym samym momencie pani nauczycielka stojąca nieopodal zbliżyła swe brwi do siebie, tak, jakby chciały pozdrowić się w trakcie tej wędrówki poprzez surowe czoło i spojrzała ostro na małego intruza. Zrywanie stokrotek, które niemalże stanowiły szkolny trawnik, było zabronione. Kilka ostrych słów wlało czerwień na dziewczęce policzki, a kwiatek bezwładnie opadł na betonowe boisko. Leżał nieopodal swoich sióstr, po których deptano i których w sumie specjalnie nie zauważano. Pomimo tej egzekucji mógł go spotkać lepszy los. Czy nie lepiej byłoby dać go komuś wyjątkowemu, dzięki czemu i on taki by się stał, skoro ów rośliny i tak się odrodzą?

Szary blok szkoły, rozciągający się na tle opisanego wydarzenia, przywodził na myśl brzydki klocek z dziurami okien. Czerwona tabliczka, która się na nim wyróżniała, mówiła o tym, iż tak – tak, to szkoła podstawowa. Mamy tylko osiemnaścioro uczniów, ale jesteśmy placówką wychowawczą.

Przynajmniej z nazwy.

Nikt nie lubił tego miejsca, łącznie z pracownikami tego przybytku – a może zwłaszcza z nimi. Dowodem na to był poziom stresu na metr kwadratowy i zamykanie się w pokoju nauczycielskim w czasie przerw. Uczniom nie można było wtedy opuszczać sali. Była jednak jedna klasa, która wymykała się z budynku i pochylając się tak, aby nie można było dostrzec ich przez okna, uciekała na plac zabaw.

Metalowo drewniane konstrukcje już wtedy nie wyglądały zachęcająco. Odpryskująca się farba pchała się pod napastliwe paznokcie, zrywające ją z huśtawki, a sama huśtawka była związana metalowym łańcuchem dla pozornego bezpieczeństwa. Pani nauczycielka znajdowała rozbrykane dzieciaki, które ze skruchą spowodowaną jedynie strachem, wracały do zimnego budynku. Było to jednak miejsce, które, absurdalnie, w najmniejszym stopniu nie dbało o ich rozwój.

Mimo iż wiek większości z nich nie osiągnął nawet jeszcze liczby dwucyfrowej, to i tak traktowano je  jak testy maturalne sprawdzane według wcześniej ustalonego klucza. Edukacja stanowiła tutaj jedynie iluzję, która miała za zadanie uporządkować rzeczywistość według ogólnie przyjętego schematu. Kolejne etapy edukacji w placówkach tej filii tylko udowadniały fakt, iż nauczyciele z powołaniem to gatunek zagrożony wyginięciem.

Im bardziej dorastałam, tym więcej zauważałam smutnych twarzy, otoczonych hałasem dojrzewania. A dojrzewanie to okres, w którym traci się rozum, przez co dorośli traktują cię mniej poważnie. O ile w ogóle można tu mówić o jakiejkolwiek powadze... Może dlatego stany depresyjne i próby samobójcze wśród młodzieży są tak bardzo bagatelizowane. Dzieciaki nie potrafią sobie poradzić z własnymi skrajnościami, a rodzice nie zauważają jak silnie one oddziałują na to, co dzieje się w głowach ich wychowanków.

Szkoła to czas największego stresu pod względem pragnienia przynależności i chęci dopasowania się do społecznego klucza odpowiedzi. Teraz wiem, że takie zachowanie nie ma najmniejszego sensu, ale wytłumaczenie tego gimnazjaliście czy chociażby licealiście może być bardzo trudne, jeżeli od lat jest oceniany według ściśle określonego schematu. Odrzucenie czy nawet presja tym spowodowane mogą popychać do wielu głupich czynów, które jednak spotykają się z większą wyrozumiałością niż zaburzenia emocjonalne. Dlaczego?

Okazuje się, że używki i trucie nimi własnych organizmów w naszym społeczeństwie jest spotykane z większą akceptacją niż osłabienie psychiczne. Dlatego wszelkie choroby tego rodzaju traktowane są z przymrużeniem oka, a nie właśnie jako choroby. I tak jak pisał kiedyś Zwierz Popkulturalny – dlatego parodia reklamy „weź nie pierdol” spotkała się z tak wielką popularnością.

Brakuje nam wrażliwości w stosunku do oceny innych ludzi, bo nadwrażliwi na własnym punkcie będziemy zawsze. Negujemy prawo do smutku, zniechęcenia czy złamania drugiego człowieka, chociaż nigdy nie możemy być całkowicie pewni, jak postąpilibyśmy, gdybyśmy znaleźli się na jego miejscu. Zapominamy „jak to było”. I z pewnego dystansu, z uśmiechem w kąciku ust, czujemy się władcami cudzych myśli.


A gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy podnieść tę nieszczęsną stokrotkę z betonu i znieść to ostre spojrzenie w czasie, gdy wsadzalibyśmy biednego kwiatka do szklanki z wodą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ZJADACZ POPKULTURY , Blogger