Stokrotka.
Wychylała się poprzez
źdźbła trawy, pnąc się wytrwale na długiej nodze ku Słońcu. Delikatnie zaróżowione
brzegi białych płatków dodawały jej uroku, ale nie wyjątkowości. Przy pewnym
zbliżeniu można byłoby dostrzec białe włoski na zielonej łodydze, jaskrawy pył
w okrągłym środku… Kruchość roślinki tylko bardziej drażniła drobne palce,
wołała do chęci zerwania kwiatu, nęciła swoją dostępnością.
Czarno białe tenisówki
przycupnęły przy trawniku. Plaster na kolanie powoli się odklejał, a jasna
grzywka sterczała pod dziwnym kątem. Mała dłoń szybko sięgnęła w stronę
stokrotki, zerwała ją wstydliwym ruchem i schowała za plecami. Dziecinna chęć
obdarowania swojej mamy, symbolu ciepła i miłości, sprawiła, że zakończył się
krótki żywot niepozornej rośliny. Została pogwałcona jej niezależność od
ludzkiej rzeczywistości i naruszone piękno, tylko po to, aby stać się mało
znaczącym prezentem.
W tym samym momencie
pani nauczycielka stojąca nieopodal zbliżyła swe brwi do siebie, tak, jakby
chciały pozdrowić się w trakcie tej wędrówki poprzez surowe czoło i spojrzała
ostro na małego intruza. Zrywanie stokrotek, które niemalże stanowiły szkolny
trawnik, było zabronione. Kilka ostrych słów wlało czerwień na dziewczęce
policzki, a kwiatek bezwładnie opadł na betonowe boisko. Leżał nieopodal swoich
sióstr, po których deptano i których w sumie specjalnie nie zauważano. Pomimo
tej egzekucji mógł go spotkać lepszy los. Czy nie lepiej byłoby dać go komuś
wyjątkowemu, dzięki czemu i on taki by się stał, skoro ów rośliny i tak się
odrodzą?
Szary blok szkoły,
rozciągający się na tle opisanego wydarzenia, przywodził na myśl brzydki klocek
z dziurami okien. Czerwona tabliczka, która się na nim wyróżniała, mówiła o
tym, iż tak – tak, to szkoła podstawowa. Mamy tylko osiemnaścioro uczniów, ale
jesteśmy placówką wychowawczą.
Przynajmniej z nazwy.
Nikt nie lubił tego miejsca,
łącznie z pracownikami tego przybytku – a może zwłaszcza z nimi. Dowodem na to
był poziom stresu na metr kwadratowy i zamykanie się w pokoju nauczycielskim w
czasie przerw. Uczniom nie można było wtedy opuszczać sali. Była jednak jedna
klasa, która wymykała się z budynku i pochylając się tak, aby nie można było
dostrzec ich przez okna, uciekała na plac zabaw.
Metalowo drewniane
konstrukcje już wtedy nie wyglądały zachęcająco. Odpryskująca się farba pchała
się pod napastliwe paznokcie, zrywające ją z huśtawki, a sama huśtawka była
związana metalowym łańcuchem dla pozornego bezpieczeństwa. Pani nauczycielka
znajdowała rozbrykane dzieciaki, które ze skruchą spowodowaną jedynie strachem,
wracały do zimnego budynku. Było to jednak miejsce, które, absurdalnie, w
najmniejszym stopniu nie dbało o ich rozwój.
Mimo iż wiek większości
z nich nie osiągnął nawet jeszcze liczby dwucyfrowej, to i tak traktowano
je jak testy maturalne sprawdzane według
wcześniej ustalonego klucza. Edukacja stanowiła tutaj jedynie iluzję, która
miała za zadanie uporządkować rzeczywistość według ogólnie przyjętego schematu.
Kolejne etapy edukacji w placówkach tej filii tylko udowadniały fakt, iż
nauczyciele z powołaniem to gatunek zagrożony wyginięciem.
Im bardziej dorastałam,
tym więcej zauważałam smutnych twarzy, otoczonych hałasem dojrzewania. A
dojrzewanie to okres, w którym traci się rozum, przez co dorośli traktują cię
mniej poważnie. O ile w ogóle można tu mówić o jakiejkolwiek powadze... Może
dlatego stany depresyjne i próby samobójcze wśród młodzieży są tak bardzo
bagatelizowane. Dzieciaki nie potrafią sobie poradzić z własnymi skrajnościami,
a rodzice nie zauważają jak silnie one oddziałują na to, co dzieje się w
głowach ich wychowanków.
Szkoła to czas
największego stresu pod względem pragnienia przynależności i chęci dopasowania
się do społecznego klucza odpowiedzi. Teraz wiem, że takie zachowanie nie ma
najmniejszego sensu, ale wytłumaczenie tego gimnazjaliście czy chociażby
licealiście może być bardzo trudne, jeżeli od lat jest oceniany według ściśle
określonego schematu. Odrzucenie czy nawet presja tym spowodowane mogą popychać
do wielu głupich czynów, które jednak spotykają się z większą wyrozumiałością
niż zaburzenia emocjonalne. Dlaczego?
Okazuje się, że używki
i trucie nimi własnych organizmów w naszym społeczeństwie jest spotykane z
większą akceptacją niż osłabienie psychiczne. Dlatego wszelkie choroby tego
rodzaju traktowane są z przymrużeniem oka, a nie właśnie jako choroby. I tak
jak pisał kiedyś Zwierz Popkulturalny – dlatego parodia reklamy „weź nie
pierdol” spotkała się z tak wielką popularnością.
Brakuje nam wrażliwości
w stosunku do oceny innych ludzi, bo nadwrażliwi na własnym punkcie będziemy
zawsze. Negujemy prawo do smutku, zniechęcenia czy złamania drugiego człowieka,
chociaż nigdy nie możemy być całkowicie pewni, jak postąpilibyśmy, gdybyśmy
znaleźli się na jego miejscu. Zapominamy „jak to było”. I z pewnego dystansu, z
uśmiechem w kąciku ust, czujemy się władcami cudzych myśli.
A gdybyśmy tylko
chcieli, moglibyśmy podnieść tę nieszczęsną stokrotkę z betonu i znieść to
ostre spojrzenie w czasie, gdy wsadzalibyśmy biednego kwiatka do szklanki z
wodą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz