16:49

Czy ''skomplikowany'' oznacza ''szczęśliwy''?


Magiczny pociąg w nieznane (na zdjęciu Hogwarts Express z "Harry'ego Pottera")
Zawsze, gdy kupuję bilety na pociąg przez Internet, miejsce siedzące ustawiam na te koło okna. Komfort polega na tym, że obcego człowieka mam tylko po swojej jednej stronie. Po drugiej zaś chłód szyby i widok mijanych obrazów. Tym razem jednak zdecydowałam się na rezerwację zbyt późno. Przydzielone miejsce nosiło nazwę "środek" i chcąc nie chcąc, znalazłam się pomiędzy dwójką ludzkich ciał. 

Weszłam do przedziału. Moje sto pięćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu miało mały problem z włożeniem torby z laptopem (do której - wierzcie lub nie - włożyłam również wszystkie rzeczy, które były mi niezbędne do przeżycia weekendu) na wysoką półkę, ale tym razem misja zakończyła się powodzeniem. Powiesiłam płaszcz obok głowy pani, która tego wieczoru stanowiła moją lewe ograniczenie ruchów i poczułam dreszcz niepokoju, gdy uderzył ją w ucho. Głównie dlatego, że wyglądała dosyć... profesorowsko. 

Na przeciwko siedziało małżeństwo po trzydziestce. Mąż czytał Orwella, żona akurat trzymała książkę na kolanach i wpatrywała się w dal nieobecnym wzrokiem. W końcu usiadłam. Po mojej prawej spała jakaś kobieta.

Wtedy do środka weszły kolejne trzy osoby, zapełniając pomieszczenie zarówno swoją obecnością, jak i osobowościami. Pani, grubo po pięćdziesiątce, o długim kroku i równie długiej spódnicy postawiła bagaże swoich dwóch towarzyszy nad przypisanymi im miejscami. Pan, bliżej czterdziestki niż trzydziestki, poprawił dresowe spodnie i zajął siedzenie przy oknie, uśmiechając się kątem ust i mówiąc o tym, że wkrótce podbiją Warszawkie. I w końcu kobieta o pokaźnych rozmiarach, o twarzy zdradzającej prostoduszność, usiadła naprzeciwko niego. Dopiero wtedy pociąg ruszył.

W swojej torbie miałam książkę Kapuścińskiego, ale nie chciało mi się wstawać i na palcach stóp próbować ją wyciągnąć. Pobudka o szóstej rano i dzień wypełniony zajęciami wyssał ze mnie większość energii. W obecnym stanie odkrywałam nowe zakątki swojego umysłu, lecz niestety nie były one wypełnione inteligentnymi myślami. Był kwadrans po dziewiętnastej, a w domu swojej siostry miałam znaleźć się dopiero koło dwudziestej drugiej. Początkowo szukałam wzrokiem jakiegoś punktu zaczepienia, w którego mogłabym wgapić się pustym wzrokiem i trwać tak przez część swojej podróży, aż w końcu zrezygnowałam i przymknęłam powieki, odchylając głowę lekko do tyłu. Bateria telefonu wskazywała dwadzieścia dziewięć procent, a Messenger już dawno ucichł i nawet wirtualna rzeczywistość nie stanowiła już dla mnie opcji ucieczki.

Przysnęłam na chwilę. Sen w środkach komunikacji miejskiej ma to do siebie, że pomimo iż jesteś w ramionach Morfeusza, tak naprawdę wciąż rejestrujesz otaczającą cię rzeczywistość. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Ocknęłam się w chwili, gdy z głośników uderzyła nas informacja, że dojechaliśmy do Aleksandrowa Kujawskiego. To oznacza, że mogło minąć maksymalnie piętnaście minut.

W tym czasie pani po pięćdziesiątce zniknęła z przedziału. Przetarłam oczy i dopiero po chwili przypomniałam sobie o tuszu do rzęs - w chwili, gdy zobaczyłam czarną smugę na opuszkach palców. W tamtym momencie jednak moja aparycja nie należała do rzeczy, którymi się przejmowałam. W ogóle raczej nie było rzeczy, którymi się przejmowałam. 

Drzwi rozsunęły się i wróciła zaginiona towarzyszka. Poprawiła opadający na twarz jasny kosmyk włosów, który wypadł z jej wysokiego koka i podrapała się po nosie, głęboko przy tym wdychając powietrze.
"Sam dynamit, ale poszedł gładko", powiedziała, a ja jakoś odniosłam wrażenie, że była w toalecie. Zajęła swoje miejsce i sięgnęła do torby. Torby dużej, materiałowej i wypełnionej po brzegi. Przypomniała mi się Hermiona, która za pomocą prostego zaklęcia sprawiła, że jej bagaż był o wiele większy w środku niż na zewnątrz i zastanowiły mnie dziwne kształty ukryte w tym, którego obserwowałam. Pani nagle wyjęła kubki i zaczęła rozlewać kawę. 

Zawsze myślałam, że ulubiony kubek może wiele powiedzieć o człowieku, który jest jego właścicielem, ale znowu zamknęłam oczy i nie mogłam ich już otworzyć aż do następnej stacji. W międzyczasie przyśniło mi się, że pytałam koleżanki, czym się różni antropologia od etnologii i to pytanie tak wytrąciło mnie z rytmu, że się obudziłam. Właśnie wtedy, nasza bohaterka, wyjęła ze swojej tajemniczej torby widelce.
"Macie dzidzielce" - podała sztućce koledze i koleżance, a ta ostatnio zaczęła się śmiać i powiedziała, że mogłaby teraz otworzyć salun. Słowo to wirowało mi w nie do końca rozbudzonej głowie. 
Po krótkiej chwili pojawiły się porcelanowe talerze i serwetki, a po jeszcze krótszej - kotlety schabowe. To nie było dla mnie aż tak zaskakujące, dopóki nie zobaczyłam ziemniaków i korniszonów, które nadziane na trójzęby trzymane w ich dłoniach nie ginęły pod ostrością zębów. Było to dla mnie tak ciekawe doświadczenie, że zaczęłam zastanawiać się, czemu w sumie w zeszłym roku miałam poprawkę z socjologii.

Spojrzałam na mężczyznę czytającego Orwella. Cienkie brwi uniosły się lekko w wyrazie zaskoczenia, a jednocześnie prawie złączyły się ze sobą. Jego żona odchyliła się bardziej w kierunku wyjścia, jakby próbując dojrzeć koniec korytarza, prowadzący ku pociągowym drzwiom. Profesorowska pani czytała coś, co wyglądało na pracę (licencjacką, szeptał mój jednokierunkowo nastawiony mózg) z palcem wskazującym i kciukiem trzymającymi odcinek nosa pomiędzy oczami. Pani, która siedziała po mojej prawie zniknęła, a na jej miejscu pojawiły się torby głośnych podróżników, które zahaczały o moje udo. 

Kiedy w końcu wysiadłam na brudnym dworcu Łowicza (po krótkiej panice przy drzwiach, których jak zwykle nie miałam siły otworzyć) moim myślom wciąż towarzyszyła ta trójka nieznajomych ludzi. Kwestia kultury to jedna sprawa, a kwestia szczęścia? Wyglądali na o wiele bardziej radosnych od małżeństwa zaczytanych w wyższej literaturze, słuchających muzyki poważnej, od każdego w tym przedziale - także mnie. Kiedy wychodziłam ze środka, mówiąc dobranoc, ich odpowiedź była najgłośniejsza.

2 komentarze:

Copyright © 2016 ZJADACZ POPKULTURY , Blogger