12:51

Nowy Rok - nowy... rok?


2016. Bliżej nam już do 2030 niż do lat ’90. Stało się. Same dzieci nowego tysiąclecia niebawem poznają smak pełnoletniości. Tymczasem czas na kreślenie kolejnych punktów postanowień noworocznych, których nie zrealizujemy. Czy nie lepiej zwyczajnie je przepisać? Miałam schudnąć w 2013, z kilogramów, które nabrałam w 2012, a w 2015 miałam zacząć biegać, aby spalić tłuszcz, który przyczepił się do mnie przez ostatnie 3 lata. Błędne koło tych samych, niespełnionych celów.

Zarzekamy się, że tym razem będzie inaczej. Nowy Rok, nowe ja. Tak naprawdę wciąż powtarza się jednak ten schemat: Nowy rok – nowy… rok.

Kilka lat temu, przy tej samej okazji, widziałam wypowiedź człowieka, który wyznał, że nie obchodzi Sylwestra. Dla niego nie było nic nadzwyczajnego w drobnej zmianie w kalendarzu. Uważał, że nie ma nic magicznego w upływie czasu – to rzecz, która dotyka nas codziennie i nie rozumie, czemu tym razem miałby się tym ekscytować. Nie widział powodu do świętowania.

Zwyczaj celebrowania tej „drobnej zmiany w kalendarzu” sprawia, że możemy odkreślić pewien etap swojego życia wyraźną kreską. Uczy nas uśmiechniętych pożegnań i powitań pełnych nadziei, a także ćwiczy mięśnie palców, kiedy z paniką przełączamy kanały widząc twarz Maryli Rodowicz.

Być może błędem jest jednak przypisywanie temu wszystkiemu nadzwyczajnej mocy przemieniania rzeczy, z którymi mamy do czynienia na co dzień, a także - nas samych. Szampan, fajerwerki ani nowa data nie dają trwałej motywacji do działania. Być może jest w tym magia, ale jest to magia chwili.

Na prawdziwość decyzji nie wpływa noc sylwestrowa. To zwyczajne popołudnia, trudne poranki czy niczym nie wyróżniające się wieczory, często wyjęte losowo z kalendarza, zmieniają wszystko. Jesteś w stanie przestać palić, przeczytać książkę, zacząć się wysypiać. Wystarczy odpowiednio zbudować sposób, w jaki będziesz na nowo, każdego dnia, budzić w sobie chęć do realizowania swojego postanowienia. Bo motywacja to nie jest coś, co wystarczy zapalić raz i poprowadzi nas do końca. To coś, o co musimy dbać cały czas, jakbyśmy byli własnymi dziećmi. To płomień, który szybko zgaśnie, jeżeli o nim zapomnimy.

Życzę Wam jak najwięcej świętowania właśnie takich chwil, w których wiecie, że zapracowaliście na swój prywatny, mały „Nowy Rok”. Czasem do tego wystarczą jedynie ulubione skarpetki, herbata i poduszka, którą dostaliście pod choinkę. Czasem fajerwerków nie ma na niebie.

Życzę Wam, aby ten rok był dla Was przygodą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ZJADACZ POPKULTURY , Blogger