2016. Bliżej nam już do 2030 niż
do lat ’90. Stało się. Same dzieci nowego tysiąclecia niebawem poznają smak pełnoletniości.
Tymczasem czas na kreślenie kolejnych punktów postanowień noworocznych, których
nie zrealizujemy. Czy nie lepiej zwyczajnie je przepisać? Miałam schudnąć
w 2013, z kilogramów, które nabrałam w 2012, a w 2015 miałam zacząć biegać,
aby spalić tłuszcz, który przyczepił się do mnie przez ostatnie 3 lata.
Błędne koło tych samych, niespełnionych celów.
Zarzekamy się, że tym razem
będzie inaczej. Nowy Rok, nowe ja. Tak naprawdę wciąż powtarza się jednak ten
schemat: Nowy rok – nowy… rok.
Kilka lat temu, przy tej samej
okazji, widziałam wypowiedź człowieka, który wyznał, że nie obchodzi Sylwestra.
Dla niego nie było nic nadzwyczajnego w drobnej zmianie w kalendarzu. Uważał,
że nie ma nic magicznego w upływie czasu – to rzecz, która dotyka nas codziennie
i nie rozumie, czemu tym razem miałby się tym ekscytować. Nie widział powodu do
świętowania.
Zwyczaj celebrowania tej „drobnej
zmiany w kalendarzu” sprawia, że możemy odkreślić pewien etap swojego życia
wyraźną kreską. Uczy nas uśmiechniętych pożegnań i powitań pełnych nadziei,
a także ćwiczy mięśnie palców, kiedy z paniką przełączamy kanały widząc
twarz Maryli Rodowicz.
Być może błędem jest jednak przypisywanie temu
wszystkiemu nadzwyczajnej mocy przemieniania rzeczy, z którymi mamy do
czynienia na co dzień, a także - nas samych. Szampan, fajerwerki ani nowa
data nie dają trwałej motywacji do działania. Być może jest w tym magia, ale
jest to magia chwili.
Na prawdziwość decyzji nie wpływa
noc sylwestrowa. To zwyczajne popołudnia, trudne poranki czy niczym nie
wyróżniające się wieczory, często wyjęte losowo z kalendarza, zmieniają
wszystko. Jesteś w stanie przestać palić, przeczytać książkę, zacząć się
wysypiać. Wystarczy odpowiednio zbudować sposób, w jaki będziesz na nowo,
każdego dnia, budzić w sobie chęć do realizowania swojego postanowienia. Bo
motywacja to nie jest coś, co wystarczy zapalić raz i poprowadzi nas do końca.
To coś, o co musimy dbać cały czas, jakbyśmy byli własnymi dziećmi. To płomień,
który szybko zgaśnie, jeżeli o nim zapomnimy.
Życzę Wam jak najwięcej świętowania właśnie takich chwil, w których wiecie, że zapracowaliście na swój prywatny, mały „Nowy Rok”. Czasem do tego wystarczą jedynie ulubione skarpetki, herbata i poduszka, którą dostaliście pod choinkę. Czasem fajerwerków nie ma na niebie.
Życzę Wam, aby ten rok był dla Was przygodą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz