![]() |
| Wszystkie zdjęcia ilustrujące ten wpis pochodzą z instagrama @hideimagination. Serdecznie zapraszam do przejrzenia jej prac. |
Jedynie samotność jest w życiu człowieka stanem graniczącym z absolutnym spokojem wewnętrznym, z odzyskaniem indywidualności. Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że jest się sobą aż do granic zwątpienia, które uprzytamnia nagle własną nicość w rosnącym przeraźliwie ogromie wszechświata.
- Gustaw Herling Grudziński
Kieruj się do wewnątrz.
Łagodny, ale stanowczy głos duchowej nawigacji. Prowadzi cię niemalże za rękę; pod opuszkami palców czujesz ciepły dotyk spokoju. Dla introwertyka samotność to ten moment, kiedy w dzieciństwie przykładało się stetoskop do własnej klatki piersiowej. Uśmiech, który czuwa w kąciku ust, kiedy wygląda przez tramwajowe okno, wracając po długim dniu do domu. Nucona melodia w kuchni, gdy przyrządza jednoosobowy posiłek. To wymiana baterii. Zaczerpnięcie oddechu ciszy we wszechobecnym hałasie.
Antoine de Saint-Exupéry powiedział już jakiś czas temu za pośrednictwem "Małego Księcia", że wśród ludzi także można być samotnym. Otaczam się bańką, cienką, ale wciąż jakąś warstwą, która tłumi zarówno i mój głos, jak i te zewnętrzne dźwięki i aby się przez nią przebić, potrzebuję czasu. Mówię zbyt mało albo zbyt dużo i w tym drugim wypadku zawsze kończy się to pewnym zmęczeniem. Może dlatego introwertycy często wydają się dosyć wyniośli.
Nie mylmy jednak introwersji z nieśmiałością. To dwie różne rzeczy. Introwersja to typ osobowości, której charakterystyczną cechą jest pewnego rodzaju zamknięcie się w sobie, przynajmniej w początkowych kontaktach z innymi ludźmi. Bardziej kierujemy się własnymi odczuciami niż bazujemy na reakcjach otoczenia. Doceniamy te chwile, w których możemy być kompletnie sami z naszymi myślami. Dzięki temu nabieramy sił i możemy ocenić rzeczywistość we właściwy sposób. Nie oznacza to jednak, że całkowicie stronimy od ludzi, nienawidzimy wszelkich kontaktów czy jesteśmy jednostkami aspołecznymi. Po prostu poznanie nas bywa trudne, ale kiedy już zbudujemy pewną nić porozumienia z drugim człowiekiem otwieramy się i nasze zdania stają się coraz dłuższe i bardziej treściwe.
Arnold Henjum podzielił introwertyków na dwie grupy: pierwsza z nich cechuje się samowystarczalnością, pewnością siebie, pracowitością, mocnymi postanowieniami, powściągliwością i sympatią do zajęć, które wymagają introspekcji, czyli analizy własnej psychiki. Z kolei druga grupa charakteryzuje się nieśmiałością, zamknięciem w sobie, niskimi umiejętnościami nawiązywania kontaktów z ludźmi, strachem przed nimi i publicznym wykonywaniem różnych czynności oraz preferuje samotność.
Podobają mi się spostrzeżenia Włodka Markowicza na temat tego podziału. Mówi o tym, że przyczyną różnic pomiędzy tymi dwoma typami jednej osobowości jest lęk. Pierwszą grupę określił mianem grupy zdrowych introwertyków, drugą - chorych. Uważa, że umiejętność introwertyczności może wykształcić każdy człowiek. Wydaje się, że rozumie pod tym pojęciem zdolność do zaglądania wgłąb siebie, zatrzymania się na chwilę, poddania analizy swojego stanu psychicznego. Moim zdaniem jednak taka zdolność nie staje na równi z byciem introwertykiem. Tak jak wcześniej wspominałam, potrzebujemy chwili wytchnienia od innych ludzi. Samotność nie jest tutaj czymś negatywnym i nie oznacza tego, że chcemy być osamotnieni. Może te pojęcia brzmią podobnie, ale bycie samotnym to nie to samo, co bycie osamotnionym.
Osamotnienie oznacza brak jakiejkolwiek osoby, do której można się zwrócić. Bycie samotnym to czasowe odgrodzenie się od takich ludzi. Trudno wytłumaczyć taką potrzebę ekstrawertykowi, który czerpie siłę z kontaktów z innymi. Introwersja kojarzy się niektórym ze smutkiem i niezdrową alienacją, głównie przez brak większej wiedzy na jej temat. To nie tak, że stanowimy mniejszość w społeczeństwie - to raczej nacisk na ogólną integrację i presja związana z nieustannym kontaktem z drugim człowiekiem. Wplątujemy się w tę siatkę znaczeń i trudno jest nam się z niej wyplątać, dlatego często tracimy siły i wycofujemy się jeszcze bardziej, zmieniając się w chorych introwertyków.
Mimo to, kiedy już uda nam się przebić przez cienką warstwę bańki, którą otaczamy siebie w pierwszych kontaktach z nowymi znajomymi, często zaskakujemy sobą samymi otoczenie. Przyzwyczajeni są do szarości, a zdumiewamy ich swoimi kolorami. Wystarczy jedynie oswoić lisa, który w nas drzemie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz